Blog zapoznający z tematem mizoandrii. Propagujący mizoandrię. Ociekający mizoandrią. Mizoandryczny aż do szpiku kości.
Kategorie: Wszystkie | porady wszelakie | rozrywka | złote myśli
RSS
wtorek, 10 kwietnia 2007
Poradnik dla źle zakochanych cz. II

Dzisiaj druga część obiecanego już wcześniej poradnika dla źle zakochanych. Tym razem zajmiemy się przypadkiem, gdy obiekt naszych westchnień pracuje razem z nami w tym samym pokoju. W takim wypadku mamy 2 wyjścia zależne od sytuacji. 

Sytuacja 1: Gdy praca, którą wykonujemy jest nudna i nisko opłacana.

Rozwiązanie: Po prostu szukamy nowej pracy – ciekawszej i lepiej płatnej! J 

Sytuacja 2: Gdy już mamy ciekawą i dobrze płatną pracę.

Rozwiązanie: Szkoda by było rezygnować z takiej pracy dla jakiegoś obszczymura. A skoro nie możemy przebywać w tym samym pokoju co w/w osobnik, należy doprowadzić do tego, by to on był zmuszony tę pracę zmienić (najlepiej na nudną i nisko opłacaną – bo tylko na taką zasługuje podgatunek mężczyzn). By do tego doprowadzić należy nauczyć się podkładać tzw. świnie. Np. gdy jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za jakiś projekt, wykonujemy swoją część, ale tak by utrudnić maksymalnie wykonanie części przez naszego partnera. Z opóźnień w pracach wykręcamy się Zespołem Napięcia Przedmiesiączkowego lub złamanym paznokciem. Przed szefową (jak macie szefa mężczyznę, to lepiej zmieńcie pracę – przecież nikt nie chce być kierowany przez głupszego od siebie) udajemy niewiniątko i pokazujemy jak dużo robimy dla projektu, a wszelkie niepowodzenia zwalamy na obszczymura. Generalnie dążymy do tego, by nasz kolega został wylany z pracy, najlepiej dyscyplinarnie. 

To tyle. Nie będę się teraz rozwodzić na temat różnego rodzaju świń, które można podkładać innym. Może wrócimy do tego innym razem. Chodziło mi głównie o pokazanie kierunku działania, a inwencję pozostawiam Wam – Wspaniałym Kobietom.

22:15, warrior_princess , porady wszelakie
Link Komentarze (2) »
piątek, 23 marca 2007
Poradnik dla źle zakochanych - cz. I

Dzisiaj obiecany już wcześniej poradnik dla tych, które (o zgrozo!) zakochały się w mężczyźnie (Ohyda. Dziewczyny, jesteśmy z Wami!) 

Podam przykład biurowy, czyli gdy obiekt naszych westchnień jest naszym kolegą z pracy. W części pierwszej tego poradnika zajmiemy się sytuacją, gdy ów osobnik pracuje w innym pokoju niż nasz. Inne przypadki będą omówione później. 

Co można zrobić w takiej sytuacji?: 

Rozwiązanie hard-core’owe:Popełniasz samobójstwo. Nie polecam – kto będzie czytał mój blog, gdy Ty się zabijesz? 

Rozwiązanie mniej hard-core’owe:Zabijasz jego. Również odradzam, ponieważ jako kobieta dostaniesz za ten czyn o wiele większy wyrok niż dostałby facet (dowiedzione naukowo). Chociaż w więzieniu będziesz miała okazję przebywać głównie w towarzystwie kobiet J 

Pozostaje nam więc tylko stawić czoła niepoprawnemu politycznie uczuciu. Pomocne może być tu kilka zasad, które zamieszczam poniżej. 

Zasada nr 1:

Staramy się go unikać. Nie odpowiadamy na maile, szybko mijamy go na korytarzu. Gdy się zapyta czemu się tak dzieje, wymigujemy się dużą ilością pracy, która powinna była być zrobiona na wczoraj. 

Zasada nr 2:

Staramy się nie przebywać w kuchni w tym samym czasie. Wiadomo, za nim woda na herbatę się zagotuje, mija kilka minut, a my jesteśmy skazane na przebywanie w jednym pomieszczeniu z w/w osobnikiem. Stare przysłowie mówi „Co z oczu, to z serca”, więc trzymajmy się tej zasady. Lepiej w ogóle zrezygnujmy z gorących napojów lub posłużmy się koleżankami z pokoju, by wiedzieć, kto aktualnie przebywa w kuchni.Pamiętajmy również o tym, że na baczności musimy mieć się najbardziej w trakcie owulacji. Wtedy jest nam najtrudniej oprzeć się wdziękom innych osób, w tym przypadku mężczyzny. Dlatego polecam przebywanie w towarzystwie kobiet. Może uda nam się jakąś poderwać. 

Zasada nr 3:

By nie myśleć o nim, polecam DUUUŻO pracy. To działa generalnie na wszystkie troski.Gdy jednak to nie pomoże, można pokusić się o biczowanie. Niestety trudno określić skuteczność tej terapii. Generalnie, nie polecam pijawek.  

A do tego medytujemy, medytujemy i jeszcze raz medytujemy. 

Gdy medytacja nie pomaga, staramy się jak najczęściej bywać w klubie lesbijskim i wyrywać jakąś dziewczynę, choćby na jedną noc. UWAGA!!! Podczas seksu krzyczymy JEJ imię, a nie JEGO (o ile oczywiście znamy jej imię). 

Powodzenia Dziewczyny! Trzymam kciuki!

21:09, warrior_princess , porady wszelakie
Link Komentarze (2) »